.:księga gości: jeśli już tu jesteś, to daj znać, a zajrzę do ciebie:.

2009
październik
lipiec
czerwiec
2008
sierpień
lipiec
2007
październik
wrzesień
sierpień
marzec
2006
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń


Tu można zagaić

skrzynka telefoniczna

blogi:

berrenica
leocadie
obserwacje
robin
kiefer
deila
stoprocent
trzaskprask
wektor
mgosia
pursulka
kurt
zakladka
polskie paranoje
shent
lucy
daylight
cashew
dama-pik
carol
piedra
magdus
matpaty
coztego
conieco
pierwszaklasa
mcdalenka
astaire
men
kula
Ile radości może sprawić nadmuchiwana kula do ćwiczeń. Małżonka niemal rozwaliła dwie półki z książkami, niemal rozwaliła sobie głowę itp. Ale śmiech było chyba słychać w całym pionie :). Ja też spróbowałem...
gerhard 2009-10-13 22:06:15
skomentuj (1)
Dystrykt 9
 Dystrykt 9. Obejrzany (na rottentomatos: 90%!). Nie jestem największym na świecie fanem science-fiction, ale ten film to social-political-science-fiction, a to chyba już coś zupełnie innego. Niby mamy kosmitów-krewetki i rasę ludzką obok, ale tak naprawdę to takie równanie, do którego podstawić można by każdego obcego. Film uniwersalny. Światowa korporacja zamyka bezbronnych (bo bez paliwa i z zepsutych statkiem) kosmitów w getcie w Johannesburgu. Dochodzi do mnóstwa nadużyć, stosowania przemocy, znęcania się, gnębienia, wykorzystywania, a także do medycznych eksperymentów. Z obcymi przecież można. Mimo wyższej technologii, traktowani są (bo bezbronni), jak odpady. Żyją w zasadzie w slumsach. I gdzieś w tym wszystkim zdarza się wypadek, skażenie, próba oporu, walka. Całość rewelacyjnie sfilmowana w konwencji szybkiego reportażu. Są efekty, ale one nie są tu najważniejsze i nie dominują filmu. Są fajne kosmiczne bronie, które potrafią „rozpryskać” ludzi, ale nie o jatkę tu chodzi. Całe szczęście, że nie ma tu hollywoodzkich gwiazd...  i jak inaczej ogląda się film słysząc akcent południowoafrykański. Polecam. No i jeszcze ostatnia scena. Wysnuliśmy wniosek, że jakakolwiek niebyła by rzeczywistość - ziemska, czy pozaziemska, miłość małżeńska przetrwa, a kwiat to prezent nawet międzygalaktyczny.
gerhard 2009-10-13 16:26:20
skomentuj (0)
Otwock - Zofiówka
Po kilku miesiącach przerwy stawiłem się z aparatem na Warszawskich Spacerach Fotograficznych. Cel intrygujący: Otwock i Zofiówka, czyli przedwojenny (i powojenny) szpital psychiatryczny (oraz gruźliczy). Dziś ruina będąca mekką dla paintballowców. W Otwocku niedzielna cisza. Pustki na ulicach, odbicia w kałużach i dużo śladów minionego piękna. Wielkie drewniane wille, które lata swoje świetności mają już za sobą. Został jeszcze klimat i jakiś niezwykły nimb dostojności (czy to oby po polsku?). Sam szpital położony w lesie, za murem. Dwa duże butynki w ruinie mniejszej i większej połączone łącznikiem. Ze względu na paintballowe przygody barw mnóstwo na ścianach, przeszkodach, oponach itp. Cegły, graffiti, wyrwane instalacje, gruzy, pokoje z powyrywanymi oknami, hasła na ścianach. Miejsce ciekawe, a dziesiątka fotografujących tchnęła tam jeszcze trochę życia. Dawno nie łaziłem, żeby po prostu pofotografować. I tak bardziej filozoficznie - to kiedyś musiało być przedziwne miejsce. Piękne z jednej strony, a z drugiej mocno przejmujące, pełne pacjentów. I tak żegnamy się z takimi miejscami w zasadzie bez mrugnięcia okiem. Stoi i się niszczy. Zarasta. Bez sensu.

Shapes Inside&outside Window
...
Polecam kawiarnię Sosenka w Otwocku. Bez dwóch zdań. Szarlotka na gorąco z lodami znakomita. I jeszcze te serca z czekolady na powierzchni kawy.
...
Hasło dnia: "Do not kurwa enter" - na zrujnowanej wilii szpitala Zofiówka w Otwocku. Prosta przekazu.
gerhard 2009-10-12 16:20:54
skomentuj (1)
piątek - historyczno-sztucznie
Piątkowe spacery warszawskie poradiowe zaprowadziły mnie w dwa miejsca.
...
Najpierw Dom Spotkań z Historią, gdzie można zobaczyć wystawę poświęconą dwóm totalitaryzmom. Wystaw duża, można tam spędzić sporo czasu wczytując się w przedziwne okruchy historii - trochę relacji świadków, trochę fragmentów dokumentów, a także fragmenty przemówień, czy słów sprawców niektórych wydarzeń. To rzeczywiście takie skrawki, które naświetlają, pokazują klimat, ale są zdecydowanie bardziej osobistym doświadczeniem historii, niż jakimś podręcznikowym podejściem. Taka prywatna historia pomiędzy wielką polityką. Nie miałem za dużo czasu, więc tak naprawdę trochę przebiegłem przez wszystko, zatrzymując się tu i tam. Duże wrażenie robi cała ikonografia - zdjęć jest mnóstwo, a niektóre mocno powiększone robią wrażenie piorunujące. Szczegółowo przyjrzałem się części poświęconej Holokaustowi. Auschwitz opisany kilkoma relacjami, niesamowite wielkie zdjęcie więźnia w pasiaku, który spogląda na wchodzącego do pomieszczenia przypominającego celę, a do tego trzy zdjęcia Sonderkommando małych rozmiarów powieszone na czarnej ścianie. Kilka ciekawych rozwiązań, nad którymi warto pomyśleć w kontekście naszej pracy.
...
A potem Zachęta. Jakoś... pff. Nie jest to sztuka, którą rozumiem najbardziej i chyba nie za bardzo będę chciał.
...
I jeszcze anegdotycznie. Gościliśmy w studiu Macieja Englerta. Wrzucam go do kategorii: rozmówca miły niezwykle. Wychodząc ze studia powiedział: "Mam nadzieję, że nie powiedziałem, że jestem Erwinem Axerem". Wszystkiego najlepszego Współczesnemu na 60 lat (z których 41 z właśnie z Maciejem Englertem w rolach różnych i głównych).
gerhard 2009-10-10 09:43:48
skomentuj (0)
Julie&Julia
Piątkowe kino. Film: Julie & Julia. Rottentomatoes na razie daje 75 % - to chyba słuszna i sprawiedliwa ocena, bo dwa filmowe wątki są jednak trochę nierówne. Film o trochę maniakalnej fascynacji jedzeniem, ale też o takim zwykłym codziennym szczęściu i radości. Cudowny powiew optymizmu, dla którego warto dać sie zamknąć w kinie na dwie godziny. No i dla Meryl Streep, która jako Julia Child jest znakomita, przezabawna i bardzo wysoka.
...
Oglądając film zaczynam się zastanawiać, kiedy coś znów ugotować. Dawno nie miałem okazji, bo małżonka robi to fantastycznie i przez to rozleniwiłem się za bardzo. Oj, za bardzo. Ostatnio tylko miałem szansę wykazać się przy sobotnim obiedzie, ale stan lodówki nie pozwolił wyjść poza kotleta na trochę bardziej ostro. Chyba trzeba jakąś zasadę wprowadzić i mocne zobowiązanie. Narzucić sobie kuchenny rygor. Może jakieś ciasto raz w miesiącu, a dwa razy w miesiącu coś innego zjadliwego? Wszak prawda życiowa jest taka, że gotowanie (i jedzenie) bardzo przyjemne jest.
...
Tak czy inaczej film dokładamy do grona faworytów. Miło jest wyjść z kina po prostu w dobrym nastroju. 
gerhard 2009-10-10 09:04:11
skomentuj (1)
wyprzedzenie
Nie lubię o polityce, ale jedno spostrzeżenie, po tzw. aferze hazardowej, nasuwa mi się. Żeby było jasne. Ani nie podobają mi sie rozmowy "Rysia" z "Krzysiem", ani Mariusz Kamiński nie jest moim szczególnym faworytem (kiedyś mieszkałem w klatce, gdzie swoje biuro miała Liga Republikańska). Mam jednak wrażenie, że - słusznie, czy niesłusznie - premier uczynił coś, czym udało mu się przedziwnie wyprzedzić wszelką krytykę. Słuchając dziś wypowiedzi wielkiego Jarosława miałem wrażnie, że to tak, jakby ktoś dał mu do ręki naładowany pistolet, a on strzelił gdzieś w powietrze. Z hukiem co prawda, ale nie robiąc nikomu najmniejszej krzywdy. Jakolwiek nie poważne byłyby zarzuty wobec "Rysia" i "Krzysia", to kiedy słucham o "agentach PiSu w rządzie" i i innych typowych dla WJ bon motów, to odnoszę wrażenie, że nie jest to osobowość reformowalna. Nawet jeżeli ma okazję konstruktywnie krytykując zdobyć trochę punktów, on woli swoim nieprzystającym do rzeczywistości językiem wszystko obrócić w piękny strzał w stopę. O ile zachowanie ekipy rządzącej traktuję ostrożnie jako zręczne uderzenie się w pierś - zobaczymy wszak z jakim skutkiem, to lider partii opozycyjnej pływa sobie w swojej własnej galaktyce. Nadal i mam nadzieję bezpowrotnie. Mimo wszystko.
...
Zachwycam się Coldplayem. Znacznie to przyjemniejsze.
gerhard 2009-10-09 11:10:06
skomentuj (0)
godzina 3:40
Dziwny sen mnie trafił dziś w nocy. Śniło mi się, że byłem w czymś, co było przmieszaniem supermarketu i centrum handlowego. Snułem się bez jakiegoś określonego celu. Nagle zaczął mnie boleć brzuch i zrobiło mi się niedobrze. Stałem w kolejce do tolaety obserwując kolejkę przede mną... Nagle się obudziłem i... bolał mnie brzuch i rzeczywiście było mi niedobrze. Po chwili wszystko przeszło. I teraz pojawia się pytanie - czy sen był przełożeniem bolącego brzucha, czy też sen ów ból wywołał. Była godzina 3:40.
gerhard 2009-10-06 18:10:24
skomentuj (2)
osobowości medialne
Poetka i szanowna małżonka naszego byłego premiera Kazimeirza, czyli po prostu Isabel bloguje. Ja też bloguję, ale jej opinie są cytowane przez media, bo oczywiście Izabel osobą medialną jest. Zdanie osoby medialnej się liczy. Zatem "dziennik.pl" cytuje Izabel w sprawie Polańskiego: „Na pewno 30 lat, bo taki okres upłynął od momentu oskarżenia Polańskiego, zmienił winnego. (...) Na pewno jest innym człowiekiem i dlatego uważam, że i ostateczny wyrok powinien być łagodny”. Sąd i społeczeństwo z pewnością wezmą te słowa pod uwagę. Ot, medialne absurdy cytowania. Rosja z pewnością zareaguje na słowa Marcina Dańca, iż „Rosjanie i Niemcy mają jeden zasadniczy problem - nie mogą być w pełni dumni ze swojej historii. 40 milionów Polaków powinno w końcu powiedzieć całemu światu, że to my możemy być najbardziej dumni z naszej historii... No, może z paroma małymi wyjątkami.
...
Ot, deficyt autorytetów. Ale są ludzie, którzy mają zdanie na temat każdy.

gerhard 2009-10-06 09:41:56
skomentuj (0)
Pndzlk
Zaprzyjaźniłem się z Corelem. Jeszcze nie przeszliśmy na "ty", ale jest to znajomość rokująca. Projekt zaproszenia na lubelską prezentację książki gotowy. Co ciekawsze, dowiedziałem się, że mam tą prezentację poprowadzić. Bez wielkiego entuzjazmu. I do tego jeszcze tabliczka informacyjna na skarbonkę zrobiona. Do tego karty pracy, zdjęcia, gazety poranne, kręcąca się E. z dokumentami. Nie wiadomo, w co ręce włożyć.
...
Ahmadinedżadowi wypominają żydowskie pochodzenia. Się porobiło!
gerhard 2009-10-05 14:01:15
skomentuj (0)
Tak zwyczajnie...
W ramach weekendowgo zupełnego wypoczynku sięgnęliśmy po pierwsze odcinki Hausa. Nadrabiamy zaległości, więc to prawie tak, jakby człowiek cofnął się w czasie do czasów prehistorycznych. Montaż inny, znacznie wolniejszy, bohaterowie jeszcze nie do końca wyklarowani, złośliwość Hausowska jest jeszcze w trakcie raczkowania. Generalnie interesujące doświadczenie. Zastanawiające jest również to, że serial, którego po prostu się nie rozumie bo ktoś bez lat studiów i zawodowego doświadczenia nie ma całkowicie żadnych szans na weryfikację dziesiątków medycznych określeń, które padają z ekranu, jest tak frapująco wciągający. A telewizja "N" zwleka z wpuszczeniem odcinka nr 12, mimo, że 13 i 14 już czekają.
...
Pozatym weekend bardzo domowy (choć sobotni wieczór mile spędzony na pizzy i innych kulinarnych przyjemnościach). Rowerowy trening, Formuła 1, okropnie dużo muzyki, kotlety obiadowe i remanent twardego dysku. Porządkowałem zdjęcia i wyrzucałem to co nieostre i bezsensowne. Technika robienia wielu zdjęć jednemu tematowi sprawdza się, tylko potem zostaje zdecydowanie za dużo śmieci. To samo czeka mnie w pracy. A dysk nie jest z gumy. Kiedyś te kilka gigabajtów, to była dopiero pojemność! I na marginesie - wstałem w niedzielę przed 7, zacząłem oglądać Kubicę, wsiadłem na rower, zrobiłem śniadanie i codzienną porcję angielskich słówek. Myślałem, że już jakaś 11... A na zegarze za 10 minut 8. Dziura czasoprzestrzenna.
...
Ile radości może sprawić pieczenie pieczywa! Małżonka szaleje w kuchni - a to bułeczki, a to jakieś drożdżowe coś z przepisu z roku 1930 z powidłami. Ja istota prosta konsumuję i cieszę się jej radością.
gerhard 2009-10-05 14:00:15
skomentuj (0)
sobotnie czasu marnowanie
Tak po prostu. Kolekcja płytowa Polityki rozdziewiczona. Farma uprawiana, założyłem sobie nawet restauracyjkę. Po co? Cholera wie, choć takie dziwne cyfrowe współzawodnictwo potrafi wciągnąć. Do tego ciastko z bezami, jajka na miękko, Zodiak i Zapaśnik z przedziwnie lirycznym "Rurkiem". Takie to sobotnie czasu marnowanie bez małżonki w domu. Wiem... Powinienem tłumaczyć lekcję o transportach.
...
A wczoraj Marek Edelman. Kto następny?
gerhard 2009-10-03 16:00:09
skomentuj (0)


FOTOGRAFIE MOJE

O mnie:

pojemność płuc: 5,3l








stat4u
{smscontact}